Depresja stołu szwedzkiego
Był dżdżysty wrześniowy poranek. W mieszkaniu Anety Groszek jak co dzień o godzinie 7.00 zadzwonił budzik. Przecierając zaspane oczy, kobieta pomyślała: – No nie! Trzeba już wstawać i zaraz iść do pracy. Wyłączyła piskliwy dźwięk bezdusznego zegara, podeszła do okna, odsłoniła żaluzje i wyjrzała na zewnątrz. Pogoda nie zachęcała nawet do wystawienia nosa za drzwi. Cóż jednak zrobić? Pacjenci czekają, a ich nie może zawieść. Szybko więc wzięła prysznic, zjadła śniadanie i wybiegła z domu.
Przekraczając próg gabinetu, poprawiła wizytówkę wiszącą na drzwiach: "Aneta Groszek, psychoterapeuta".
Spojrzała w kalendarz. Na ten dzień było zapisanych czterech pacjentów. Pierwszy był umówiony na 10.00, miała zatem jeszcze godzinę, by w spokoju przejrzeć dokumenty i wypić filiżankę kawy. Właśnie nalewała wodę do czajnika, gdy usłyszała pukanie do drzwi. – Kto to może być o tej porze? – pomyślała. Na progu stał zapłakany Stół Szwedzki. – Muszę koniecznie z kimś porozmawiać – zaszlochał.
Aneta zaprosiła gościa do środka i zapytała, co się stało. Stół Szwedzki odpowiedział: – Muszę się komuś zwierzyć, bo sam nie potrafię sobie z tym poradzić. Czuję się strasznie samotny. Brakuje mi towarzystwa krzeseł – i ponownie zaniósł się płaczem.
– Już dobrze – uspokajała psychoterapeutka – proszę położyć się wygodnie na kozetce, zrobić kilka głębokich wdechów i opowiedzieć wszystko od początku.
– Oto moja historia… – zaczął Stół Szwedzki. – Urodziłem się w Zamościu w 1656 roku. Jak wiesz, były to czasy najazdu Szwedów na Polskę. Panujący nam król Jan Kazimierz musiał uciekać z kraju. W Zamościu rezydował wówczas podczaszy koronny Jan "Sobiepan" Zamoyski. Śmiał się Szwedom w twarz albowiem Zamość był jedyną z trzech twierdz wolnych od heretyckiego zalewu i najpotężniejszą fortecą w całej Rzeczypospolitej. Zimą król szwedzki Karol Gustaw przybył wraz z wojskiem pod zamojskie mury z zamiarem zajęcia miasta. Poprzez zdobycie twierdzy chciał ugruntować swoją chwałę, zyskać przewagę i ostatecznie szybko zakończyć wojnę. Zdawał jednak sobie sprawę z tego, iż wykonanie planu zajęłoby mu co najmniej kilka miesięcy. Nie miał ochoty tyle czekać. Myślał zresztą, że sława niezwyciężonego wodza, która się za nim ciągnęła, skłoni Jana Zamoyskiego do otwarcia bram miasta i poddania się. Karol Gustaw stanął więc pod Zamościem wraz z 18 tysiącami konnych i piechoty, wyposażony w 40 armat i zaczął ostrzeliwać twierdzę. Słał również poselstwa do Jana "Sobiepana", wzywając go do poddania i posłuszeństwa, a i niemało korzyści za to obiecując. Zamoyski nic sobie z tego nie robił. Odpowiadał nieugięcie, że jednemu królowi, Jaśnie Oświeconemu Janowi Kazimierzowi, ślubował wierność i posłuszeństwo, i nie będzie przyjmował żadnych godności i podarków od Szwedów. Dalsze szturmy i rokowania nic nie wskórały. Król zwrócił się wówczas z prośbą o zezwolenie na przemarsz jego wojsk pod murami twierdzy, począwszy od traktu szczebrzeskiego na lwowski. Wyczuwając podstęp, ordynat odpowiedział, że pół mili dalej jest równie dobra droga do odejścia spod Zamościa. Szwed, widząc, że trafił na upartego i dumnego Polaka, wpadł na jeszcze inny pomysł. Poprosił "Sobiepana", aby zjadł razem z nim pożegnalne śniadanie w murach fortecy. Zamoyski nie dał się oszukać; odgadł i ten podstęp króla. Jan długo rozważał jak powinien postąpić w tej sytuacji. Jeśli nie wpuści Szwedów, to uwłaczy staropolskiej gościnności, a jeśli wpuści ich do miasta, to da przyczynę królowi do ogłoszenia zwycięstwa. "Sobiepan" wiedział, że Karol Gustaw jak tylko przekroczy mury miejskie, dobrowolnie ich nie opuści. Zgodził się zatem na pożegnalne ugoszczenie wojsk szwedzkich, ale pod pewnymi warunkami. Wymyślił, że on będzie ucztował ze swoim dworem i wojskiem u siebie, a Szwedzi w swoim towarzystwie za murami. Ordynat kazał ustawić poza murami miasta wiele długich stołów i suto je zastawić wszelkimi specjałami jakie znajdowały się w spiżarniach i w piwnicach. Zakazał jedynie wystawienia krzeseł. Szwedzi musieli więc śniadanie zjeść przed murami twierdzy na stojąco… Był to dzień moich narodzin. Nadano mi imię Stół Szwedzki i zaczęto kojarzyć z tradycją spożywania posiłków na stojąco… W tym momencie opowiadający znów zalał się łzami.
– No ale w czym jest problem? – zapytała Aneta.
– W tym, że czuję się strasznie samotny – odpowiedział Stół. Przez to, że nie ma wokół mnie krzeseł, wszyscy ludzie tylko podchodzą na chwilę, nakładają sobie po trochu jedzenia na talerze i zaraz odchodzą. Nikt nie zatrzyma się na dłużej, nie porozmawia. Weźmie sobie, co mu się podoba i szybko mnie opuszcza. To widocznie moja wina. Jestem prawdopodobnie mało towarzyski. Mam przez to niskie poczucie własnej wartości! – i znowu płacz.
– Proszę, uspokój się – powtórzyła kilkakrotnie psychoterapeutka. – Przecież masz bardzo wiele zalet.
– Tak? Na przykład jakie? – zapytał Stół.
– Chociażby:
-
w wielu sytuacjach jesteś bardzo wygodnym sposobem podania jedzenia naraz wielu osobom,
-
za Twoją sprawą udostępnia się gościom kilkanaście potraw, z których mogą oni ułożyć pełny posiłek z uwzględnieniem własnych upodobań kulinarnych i dietetycznych,
-
goście mogą o dowolnej porze, w wyznaczonych godzinach, zjeść to, co im odpowiada, dowolnie korzystając z oferty kulinarnej,
-
wystarczy jeden rzut oka na Ciebie, aby się zorientować, co kuchnia proponuje,
-
jesteś popularną formą organizacji przyjęć firmowych i spotkań biznesowych, ponieważ jedzenie nie przeszkadza w żaden sposób w rozmowach i nawiązywaniu kontaktów pomiędzy uczestnikami, inaczej niż tradycyjna organizacja stołu.
Stół Szwedzki przestał płakać. Zastanowił się nad tym, co powiedziała Aneta i przyznał jej rację. Dotąd w ogóle nie dostrzegał swoich zalet. Podziękował psychoterapeutce za tę, jak to określił, otrzeźwiającą i podbudowującą rozmowę i szczęśliwy opuścił gabinet Anety Groszek. Kobieta, patrząc na wychodzącego gościa, stwierdziła, że nie będzie mu już potrzebna kolejna wizyta u niej. Teraz spotkają się zapewne wyłącznie na gruncie towarzyskim – na najbliższym przyjęciu czy bankiecie.
Edyta Piotrowska, Szwecja.pl
P.S. Autorem legendy wiążącej stół szwedzki z Polską jest Henryk Szkutnik. Jak pisze: "Szwedzi pamiętać tej historii nie chcą, a nawet jej przeczą albowiem wstyd ich ogarnia, że wódz ich wielki, król Karolus X Gustawus ośmieszony przez polskiego magnata został".



